O autorze
Od kilkunastu lat zajmuję się zagadnieniami związanymi z funkcjonowaniem państw i społeczeństw, a także zachodzącymi między nimi relacjami. Napisałem na te tematy dwie książki (jedną z kolegą) i kilkadziesiąt artykułów.

Ten blog powstał po to, aby móc podzielić się informacjami i przemyśleniami z różnych dziedzin. Będzie trochę o stosunkach międzynarodowych, o dziennikarstwie, o kulturze i o historii. Będę pisać o sporcie i o naszej przyrodzie. Czasem zrecenzuję ciekawą książkę. Nie będzie partyjniactwa i doktrynerstwa, bo ich nie lubię. Będę chciał pokazywać wyższość tego, co łączy, od tego, co dzieli.

O diagnozie historii

Wpadła mi w ręce praca Józefa Szujskiego pt. "O fałszywej historyi jako mistrzyni fałszywej polityki", wydana w Krakowie w 1877 roku. Tekst jest polemiką do artykułu Ludwika Wolskiego pt. "Dyagnoza", który został opublikowany kilka miesięcy wcześniej w "Albumie Rapperswilskim". Nie byłoby w tym nic wielkiego, gdyby nie drobny szczegół. To aktualność obydwu prac.

W "Dyagnozie" L. Wolskiego czytamy m.in.: Duch narodowy polski upada. Przyczyną tego jest rzucenie się ludzi chłodnych i rozważnych na najświętsze uczucia, myśli i wyobrażenia narodu, wyszydzanie ich i zdeptanie, aby społeczeństwu dać inny zupełnie kierunek, a to nadanie nowego kierunku wiedzie naród do zupełnego upadku; że w końcu ci chłodni i rozważni ludzie, sponiewierawszy uczucia obecne, z kolei wzięli się do przeszłości, aby i w niej zohydzić wszystko, co by naród podniosło i wiarę w przyszłość mu dawało. Język i kultura pisania niedzisiejsze, styl archaiczny, ale czy nie brzmi znajomo? Tyle, że w tamtym czasie byli ludzie, którzy potrafili z podobnymi tezami po mistrzowsku polemizować. Do takich ludzi należał żyjący w XIX wieku współtwórca krakowskiej szkoły historycznej, stańczyk, współzałożyciel miesięcznika "Przegląd Polski" i pierwszy sekretarz generalny Akademii Umiejętności Józef Szujski.



Co ciekawego pisze Józef Szujski? Otóż przedstawia on – w formie polemiki i opozycji do artykułu L. Wolskiego – założenia ideowe konserwatywnej szkoły myślenia o polityce i historii. Rozprawia się z rzekomą wyjątkowością i unikalnym charakterem polskiej historii, wskazując na potrzebę ujmowania jej jako części głównego nurtu rozwojowego europejskiej cywilizacji. Dostrzega znaczenie Kościoła katolickiego, który rozporządzał potęgą inteligencji i cywilizacji wyższą nawet od tej, którą rozporządzał tron. Podkreśla przy tym, że do końca panowania Kazimierza Wielkiego historia naszego kraju charakteryzowała się silnie zaznaczonym wątkiem monarchicznym, podobnie jak w innych państwach europejskich. Dopiero postępujące osłabienie władzy królewskiej i ustanowienie modelu ustrojowego państwa opartego na tzw. złotej wolności szlacheckiej wyprowadziło społeczeństwo polskie z głównego nurtu rozwojowego w Europie. Polityczny sarmatyzm doprowadził do odwrócenia tendencji, które były normą dla największych państw Zachodu. W konsekwencji nasz kraj – na skutek swarliwości, pieniactwa i egoizmu własnych elit - nie mógł już być sprawnie zarządzany. Stopniowo słabł, popadał w anarchię, dawał się rozgrywać innym, aż wreszcie został rozebrany w XVIII wieku przez państwa ościenne.

Józef Szujski pokazuje więc, by przyczyn rozbiorów Polski szukać głównie we własnych błędach. Wskazuje na nowe, pionierskie jak na XIX wiek, pryncypia: odwrót od mesjanizmu i tendencyjnego patrzenia na własną historię, okcydentalistyczny (prozachodni) kierunek cywilizacyjnego rozwoju narodu, nacisk na rozwój edukacji społecznej, stały i czynny udział w życiu publicznym i politycznym państwa (tu: rozwój autonomii Galicji w ramach państwa Habsburgów). Czas pokazał, że były to pryncypia zdefiniowane trafnie.

Czym więc jest obecnie polityka historyczna? To metodyczne kształtowanie świadomości historycznej społeczeństwa, pobudzanie debaty publicznej na temat przeszłości oraz budowanie związków między historią a współczesną polityką prowadzoną przez państwo. I w tym miejscu kończy się spójność definicji, bo polityka historyczna nie jest celem samym w sobie, lecz środkiem do celu. A ten cel może być różny. Polityka historyczna może być narzędziem do osiągania bieżących celów politycznych. Może być to instrument świadomego pielęgnowania tradycji i pamięci. Może być środkiem do budowania tożsamości narodowej. Wreszcie, może być instrumentem budowania lepszej przyszłości w oparciu o doświadczenia wyniesione z przeszłości.

Polska historia, zwłaszcza ostatnich lat, jest szczególnie trudna do jednoznacznej oceny. Jej interpretacje będą się różnić od siebie choćby dlatego, że jej skutki do dziś wpływają na nasze życie. Dlatego polityka historyczna, zwłaszcza w Polsce, będzie budzić emocje. I dobrze, bo bez ścierania się poglądów nie będzie kształtowania charakteru i zakresu zbiorowej pamięci historycznej. Tyle, że celem tego dyskursu powinno być rzetelne dochodzenie do prawdy (przez prowadzenie badań i opracowywanie publikacji naukowych, edukowanie i wychowywanie, tworzenie muzeów i instytutów pamięci, pokazywanie wydarzeń historycznych z różnych stron) oraz wyciąganie wniosków, które będą zbliżać i integrować polskie społeczeństwo jako wspólnotę, a nie dodatkowo ją osłabiać i dzielić.

W dalszym ciągu zmuszeni jesteśmy stale rozbijać historyczne marzenia tych, którzy o historii więcej marzą niż wiedzą – pisał 140 lat temu J. Szujski. Już on dostrzegał, że jeśli polityka historyczna będzie polegać na manipulowaniu faktami historycznymi, uznaniowym ich wybieraniu i subiektywnym ocenianiu, to z definicji nie będzie ona uczyć, jak nie powielać dawnych błędów. Taka polityka nie będzie jednoczyć ani edukować społeczeństwa. Będzie tylko narzucać własną relatywizującą fakty narrację, ale przez to nie zmusi do refleksji i wyciągania wniosków na przyszłość. Będzie zniechęcać do prowadzenia rzetelnych badań, ponieważ nie będą one zaspokajać bieżących oczekiwań. Co więcej, tak realizowana polityka historyczna nie stworzy przestrzeni do budowy lepszej przyszłości, bo będzie nie do pogodzenia z polityką historyczną innych państw. Konflikty i tragedie, które wydarzyły się wiele lat temu i z racji uświęcenia krwią i męczeństwem poległych winny być przestrogą i zachętą do pojednania, staną się konfliktami politycznymi, jak najbardziej współczesnymi i dzielącymi.

Historia i polityka to pojęcia, których związki zawsze będą rodzić problem. Polega on na tym, że historia z definicji odnosi się do przeszłości, podczas gdy polityka odnosi się do teraźniejszości i przyszłości. Nie da się jednoznacznie interpretować faktów historycznych z perspektywy współczesnych okoliczności, doświadczeń i oczekiwań. Można mówić jedynie o wyobrażeniach. A także wiedzieć i akceptować to, że te wyobrażenia też będą podlegać krytycznej weryfikacji i ocenie.

Krew żołnierza przelana za Ojczyznę na Wschodzie niczym nie różni się od krwi żołnierza przelanej na Zachodzie. Jednemu i drugiemu należy się cześć, szacunek i pamięć współczesnych. Warto więc znać historię taką, jaką ona była, po to, by wspólna ofiara wszystkich polskich bohaterów nie poszła na marne, a przyszłe pokolenia mogły cieszyć się życiem w wolnym, bezpiecznym, przyjaznym i rozwijającym się kraju. Mądrym, doświadczonym i zjednoczonym swoją historią. Sens ma tylko taka polityka historyczna, która będzie przyczyniać się do urzeczywistnienia tej wizji.

Natrafiłem więc na tekst mądry, potrzebny i - jak się okazuje - bardzo aktualny. Przestrzegający przed infantylizacją, ideologizacją i mitologizacją historii, przed konsekwencjami polityki opartej na jej jednostronnym i zbanalizowanym rozumieniu. Tyle, że napisany dawno temu. Mimo to, zdecydowanie warto się z nim zapoznać.
Trwa ładowanie komentarzy...