Strategie

Znawcy tematu twierdzą, że film kinowy, aby był kasowy, powinien zawierać dwa wątki: przemocy i seksu. Strategia, aby realnie wpływać na bieg rzeczy w państwie, również powinna być opracowana w określony sposób. Chociaż w Polsce co pewien czas słyszymy, że przyjęta została nowa strategia państwowa, to wiedza na temat metodologii opracowania strategii jest szczątkowa. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza powstało ich już kilkadziesiąt. Co z nich wynika? Prawie wszystkie okazały się być rozczarowujące w tym sensie, że zbyt rzadko zapisy w nich zawarte realnie wpływały na to, w jaki sposób poszczególne rządy realizowały politykę i budowały pożądany obraz przyszłości.

Wymienienie wszystkich opracowanych po przełomie ustrojowym strategii państwowych jest przedsięwzięciem karkołomnym. Dlatego skupimy się tylko na tych najważniejszych. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza przyjętych zostało w Polsce 5 strategii w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego, 4 strategie w dziedzinie obronności, przeprowadzono 3 przeglądy obronne i 1 strategiczny przegląd bezpieczeństwa narodowego. Przyjęto też szereg innych dokumentów, nazwijmy je sektorowych, dedykowanych wybranemu sektorowi bezpieczeństwa. Równolegle opracowywane były strategie rozwoju kraju, dedykowane różnym działom i branżom gospodarki. Kilka lat temu opracowane zostały długo- i średniookresowa strategia rozwoju kraju oraz 9 tzw. rządowych zintegrowanych strategii rozwojowych. W ten koncept – który docelowo ma zostać zmieniony – wprowadzona została upubliczniona w tym roku Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, formalnie zastępująca średniookresową strategię rozwoju kraju. Trwają prace nad kolejnymi strategiami, m.in. cybernetyczną, migracyjną, a nawet w zakresie rozwoju pielęgniarstwa.

W zasadzie ambicją każdego rządu, zwłaszcza takiego wywodzącego się z nowego układu politycznego w państwie, jest opracowanie własnych strategii: bezpieczeństwa czy rozwojowych. Pół biedy, jeśli nowy rząd ma wiedzę, ambicję i doświadczenie, by takie strategie opracować, przyjąć i później je wdrażać. Gorzej, jeśli nowa strategia opracowywana jest głównie z myślą, by odróżnić się od politycznych przeciwników, znaleźć dodatkowe uzasadnienie dla własnego programu, pokazać własną wyższość lub rzekomą niższość konkurentów. Taka strategia z punktu widzenia warunków realizacji interesów państwa jest bezwartościowa, a nawet szkodliwa. Jako taka nie powinna nazywać się strategią państwową.

Dobre strategie będą temperować rządzących, bo będą nakazywać patrzeć na państwo z innej, dłuższej niż tylko wyborcza, perspektywy. Ich siłę oddziaływania osłabia jednak to, że nie są aktami prawa, więc podmioty państwa nie są w sensie formalnym zobligowane do ich wdrażania. Strategie, jako dokumenty wyrażające intencje i stanowisko rządzących, mogą być i zwykle są traktowane w sposób instrumentalny i koniunkturalny. Można więc kochać „ideę strategii”, ale niekoniecznie musi to iść w parze z faktycznym „posiadaniem strategii”, bo dobrze skonstruowana strategia będzie wymuszać spojrzenie państwowe i kompleksowe, nie partyjne i wybiórcze. Może to skutkować tym, że w sytuacji częstych zmian na scenie politycznej (w Polsce po 1989 r. mieliśmy blisko 20 rządów, z czego tylko 2 sprawowały władzę przez 4 lata), faktyczna realizacja strategii przypadnie nowym władzom, z wszystkimi wynikającymi z tego dobrodziejstwami i kosztami. A taka sytuacja zazwyczaj jest nie w smak politycznym decydentom, bo ceną mogą być przegrane wybory i utrata posiadanych wpływów.

W teorii, państwowe dokumenty strategiczne spełniają wielorakie funkcje. Mają przedstawiać decydentom możliwie obiektywną diagnozę państwa w danym otoczeniu. Powinny pokazywać pożądaną wizję przyszłości, wskazywać zadania oraz niezbędne do ich realizacji siły, środki i zasoby, umożliwiające dochodzenie do tej wizji w sposób możliwie optymalny. Mają też zapewnić, że wszystkie podmioty państwa posiadające odpowiednie kompetencje będą znać swoje miejsce, zadania oraz sposoby ich realizacji w wielkim projekcie budowy i rozwoju państwa w bezpiecznym środowisku. Na to wszystko nakłada się jeszcze potrzeba informowania i edukowania ogółu społeczeństwa w celu zbudowania akceptacji lub chociaż zrozumienia dla kierunku proponowanych zmian.

Strategie często więc zawodzą, bo pisane są na polityczne zamówienie, pod wpływem doraźnej potrzeby, z perspektywy jednego podmiotu lub grupy podmiotów, a nie całego państwa. Strategie pisane dla państwa powinny być ze sobą powiązane, zhierarchizowane, wynikać jedna z drugiej lub uzupełniać się wzajemnie, być niesprzeczne. Co więcej, przez fakt wzajemnego powiązania powinny one wnosić wartość dodaną do systemu funkcjonowania państwa w stosunku do tego, co wnosiłaby każda strategia wdrażana z osobna. Dlatego pisanie dobrej strategii to żmudna i długotrwała praca, kosztowna, angażująca wiele różnych osób wykorzystujących szerokie spektrum metod dla obiektywizacji rezultatów, zazwyczaj bez szybkiego medialnego efektu. To sztuka, której nie tylko trzeba się długo uczyć, ale która wymaga od jej autorów wysokich kwalifikacji, kompetencji, doświadczenia i interdyscyplinarnej wiedzy, umiejętności budowania i szanowania kompromisów. A także kultury, mierzonej m.in. skalą godzenia się z tym, że tworząc państwowe strategie inwestuje się w coś, co w powszechnym odbiorze może być interpretowane jako sukces nie nasz, lecz naszych następców.

Co można zmienić, by planowanie strategiczne w naszym państwie było godne swojej nazwy? Zacznijmy od oczywistości. Można traktować państwo w sposób odpowiedzialny i poważny, w którym wszyscy obywatele są gospodarzami i mają prawo uczestniczyć we wspólnym planowaniu swojej przyszłości. Wymagać od polityków, by więcej zajmowali się sprawami publicznymi, a mniej samymi sobą. Oczekiwać większej współpracy władz z opozycją w procesie budowy wspólnego państwa, niezależnie od tego, kto w danej chwili jest u władzy. Angażować komisje parlamentarne w proces budowania strategii, ponieważ to posłowie przyznają środki finansowe na realizację strategicznych dla państwa zadań. Włączać do prac organizacje pozarządowe, środowiska akademickie i eksperckie, a także samych obywateli, by w formie konsultacji mogli wypowiedzieć się, co dla nich jest ważne. Strategie – jeśli mają angażować siły i środki całego państwa – powinny mieć odpowiednio silnie umocowanego gospodarza, ale być wytworem mądrości zbiorowej, wspólnej kompetencji, a nie tylko wybranej grupy osób zainteresowanych stworzeniem odpowiednich warunków do realizacji własnych interesów, które przecież wcale nie muszą być tożsame z interesem ogółu. Budować społeczeństwo obywatelskie, świadome pełni swoich praw i obowiązków wynikających z funkcjonowania w jednej wspólnocie. Wreszcie, tworzyć kulturę strategiczną przez systematyczne rozwijanie elementów cyklu planowania strategicznego w skali państwa, wprowadzenie mechanizmów kontroli i weryfikacji realizacji zadań strategicznych oraz konsultacji społecznych.

Z doświadczeń wielu innych państw wynika, że prawidłowo zbudowane i metodycznie wdrażane strategie pomagają rozwijać kraj w sposób skoordynowany, dobrze zorganizowany, przejrzysty, racjonalny kosztowo. Strategie mogą być motorami innowacyjności i postępu, ograniczać ryzyko popełnienia błędów, zawężać przestrzeń dla koniunkturalizmu, awanturnictwa i pieniactwa, zobowiązywać do podejmowania trudnych, ale potrzebnych w danym miejscu i czasie decyzji. To wartości, w których trudno doszukiwać się przemocy i seksu. Ale mimo tych ułomności, są to wartości uniwersalne i warte docenienia.
Trwa ładowanie komentarzy...