Był sobie szczyt

Zakończył się szczyt NATO w Warszawie. Był to szczyt jubileuszowy (bo dwudziesty piąty w historii Sojuszu, nie licząc tych zwoływanych w trybie nadzwyczajnym), historyczny (bo odbył się w 25. rocznicę rozwiązania Układu Warszawskiego), decyzyjny (bo potwierdzający sojuszniczą solidarność w udzieleniu wspólnej odpowiedzi na współczesne zagrożenia dla bezpieczeństwa) i dla nas wyjątkowy (bo po raz pierwszy szczyt NATO odbył się w naszym kraju). Powszechnie przedstawiany jest jako sukces. Niewątpliwie, Sojusz potwierdził swoją wyjątkowość i atrakcyjność. Mimo niespokojnej sytuacji w świecie, wciąż jest ośrodkiem ciążenia dla polityki bezpieczeństwa wielu państw. I – co równie ważne – wciąż daje nadzieję na dobrą przyszłość.

Na poprzednim szczycie w walijskim Newport, we wrześniu 2014 roku, sojusznicy potwierdzili swoje zobowiązania do obrony kolektywnej. Potępili rosyjską agresję na wschodnią Ukrainę i siłowe zagarnięcie Krymu. Zadeklarowali wsparcie dla zaatakowanej Ukrainy. Założyli konieczność wzmocnienia flanki wschodniej przez zatwierdzenie militarnej obecności w Europie Środkowej i Wschodniej. W Planie Działań na rzecz Gotowości (Readiness Action Plan, RAP) przewidzieli dwie grupy środków obrony przed zagrożeniami: środki wzmocnienia (ciągłą rotacyjną obecność sił) i środki adaptacji (zwiększenie operacyjności sił szybkiej odpowiedzi). Podjęli decyzję o zwiększeniu wydatków obronnych do 2 proc. PKB w ciągu 10 lat. Były to więc działania na tyle skromne, by trwale nie zaburzać architektury bezpieczeństwa w Europie, a zarazem na tyle znaczące, by zademonstrować siłę, determinację i sprzeciw sojuszników wobec zmian narzucanych siłą, metodą kroków dokonanych.





Ostatnie dwa lata nie przyniosły jednak przełomu. Środowisko bezpieczeństwa w Europie nie poprawiło się, a – co gorsza – dodatkowo skomplikowało. Władze Rosji zdecydowały się na kontynuowanie dotychczasowej polityki. Metodyczne wzmacnianie własnych zdolności wojskowych, podtrzymywanie napięcia na Ukrainie, wdrażanie strategii antydostępowej w rejonie bałtyckim, a także przeprowadzanie ćwiczeń z ofensywnymi scenariuszami i szybkim przerzutem wojsk pokazały, że obecnie państwo to nie może być traktowane w kategoriach przewidywalnego partnera. Wzrosła presja migracyjna i uchodźcza z Południa. Nasiliły się ataki terrorystyczne w Europie i na jej obrzeżach, a ich skala i charakter zamiast maleć, przybierają na sile. Wzrosło znaczenie ruchów nacjonalistycznych, ksenofobicznych i populistycznych w przestrzeni euroatlantyckiej. Zwiększyło się znaczenie aktorów pozapaństwowych, w szczególności na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Unia Europejska wciąż traci na znaczeniu jako podmiot globalny i stoi przed wizją poważnej debaty, jak wzmocnić swoją podmiotowość i międzynarodową pozycję. Poczucie niepewnej przyszłości dodatkowo potęguje ostatnia brytyjska decyzja o opuszczeniu Unii Europejskiej (Brexit) i ryzyko rozpadu Wielkiej Brytanii. Nie bez znaczenia jest też maraton wyborczy, który rozegra się w najbliższych miesiącach: wybory prezydenckie w USA (listopad 2016), Niemczech (luty 2017), Francji (kwiecień i maj 2017) i Rosji (2018), a także wybory parlamentarne we Francji (czerwiec 2017) i Niemczech (jesień 2017). Wszystko więc wskazuje na to, że skuteczne moderowanie euroatlantyckiego środowiska bezpieczeństwa, sprawowanie nad nim efektywnej kontroli, może okazać się niesłychanie trudne.

W tych złożonych warunkach oczekiwania wobec warszawskiego szczytu były duże. W komentarzach przed szczytem podkreślano potrzebę zapewnienia jego decyzyjności, uniwersalności i ukierunkowania na przyszłość. Szczyt miał zapewnić wiarygodność sojuszniczych zdolności obrony i odstraszania, a zarazem otwartość na dialog z państwami partnerskimi i ościennymi, zwłaszcza z Rosją. Oczekiwano uzupełnienia wymiaru politycznego integracji euroatlantyckiej wymiarem wojskowo-obronnym. Wreszcie, zwracano uwagę na konieczność wzmocnienia odporności sojuszników na szerokie spektrum współczesnych zagrożeń i wyzwań – konwencjonalne, hybrydowe, cybernetyczne, inne.

W tym kontekście, warszawski szczyt NATO można rozpatrywać w kategoriach sukcesu. Mimo występujących różnic między sojusznikami, przyjęte dokumenty są wyrazem konsensusu sojuszniczego, politycznej demonstracji spójności i solidarności. Podjęto decyzje o wprowadzeniu sił i infrastruktury obronnej NATO na terytorium wschodnich sojuszników w odpowiedzi na zagrożenie ze Wschodu (ciągła rotacyjna obecność na flance wschodniej – cztery grupy batalionowe, dowództwo dywizyjne w Polsce, nacisk na wczesne ostrzeganie, współpraca wywiadowcza, usprawnienie procesu podejmowania decyzji, pogłębienie współpracy obronnej NATO-UE, zwiększenie liczebności i operacyjności Sił Odpowiedzi NATO, zwalczanie zagrożeń hybrydowych). Przypomniano deklarację odstraszania jądrowego. Podjęto decyzje o podtrzymaniu zaangażowania sojuszników w sprawy Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Rozszerzono przedmiot sojuszniczej debaty o nowe obszary bezpieczeństwa: kwestie energetyczne, bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni, walkę z korupcją. Ogłoszono wstępną gotowość natowskiego dowództwa obrony przeciwrakietowej. Odnotowano zrealizowanie RAP. Wyrażono też uznanie dla reform w Gruzji i podtrzymano wsparcie dla Ukrainy.

Warszawskie postanowienia nie mają więc precedensu w historii ostatniego ćwierćwiecza. Jednak wydźwięk podjętych przez NATO w Warszawie decyzji został stłumiony sojuszniczym sporem dotyczącym tego, jak należy adekwatnie zareagować na ostatnie działania Rosji. Znalazł on swoje odzwierciedlenie w umiarkowanych, jak na skalę zmian, zapisach zawartych w komunikacie końcowym ze szczytu. Co więcej, konieczność przygotowania skutecznej odpowiedzi na zagrożenia i wyzwania dla bezpieczeństwa płynące ze Wschodu i Południa odsunęły na dalszy plan niektóre tematy, które w ostatnich latach dominowały podczas szczytów, tj.: obecność lub nie przywództwa USA oraz zakres zaangażowania sojuszników europejskich w bezpieczeństwo Europy i obszarów położonych w jej sąsiedztwie, dalsze perspektywy polityki „otwartych drzwi”, zakres wpływu władz NATO na decyzje państw-członków, spektrum i potencjał podejmowanych misji, zakres równowagi między wymiarem politycznym a wojskowym Sojuszu. Tak więc to, jak warszawski szczyt NATO będzie oceniany w przyszłości, zależy teraz w głównej mierze od tempa i zakresu wdrażania przyjętych postanowień. A także od osiągnięcia celu głównego: ustanowienia takich warunków, które obniżą napięcie i zredukują ryzyko na obszarze euroatlantyckim, wpłyną na odprężenie w Europie przez obniżenie poziomu niebezpieczeństw, będą wspierać politykę dialogu, partnerstwa i przejrzystość wojskową.

Aby ten cel osiągnąć, decydenci europejscy muszą przestawić tory myślenia z kategorii gospodarczo-handlowych na kategorie strategiczne. Jak metodycznie powstrzymać terroryzm? Jak uczynić z Rosji kraj na tyle stabilny i przewidywalny, aby mógł znów być odpowiedzialnym partnerem? Jak adaptować NATO, aby skutecznie powstrzymywać i zniechęcać potencjalnego agresora, a jednocześnie nie potęgować napięć i frustracji? To wciąż są pytania otwarte, chociaż bardzo ważne.

Stoimy więc na rozdrożu. Nie tylko nie wiemy, jak wyglądać będzie Europa i świat za 5, 10 czy 15 lat, ale nawet trudno jest przewidzieć, co wydarzy się w ciągu najbliższego roku. Nie wiemy, czy konsekwencje warszawskiego szczytu dorównają poziomem do skali oczekiwań. Ale wiemy, że nie można stać z boku, gdy zwiększają się zewnętrzne zagrożenia dla bezpieczeństwa. Powinniśmy aktywnie uczestniczyć w procesach decyzyjnych i wspólnie angażować się w ich wykonanie. Budować wizerunek państwa dojrzałego i odpowiedzialnego, dążącego do odprężenia w Europie, wdrażającego swoje zobowiązania. Wspierać politykę partnerstwa i dialogu, zwłaszcza euroatlantyckiej orientacji Ukrainy. Rozumieć złożoność procesów zachodzących w świecie, które nigdy nie są jednoznaczne i proste w ocenie. Poszukiwać nowych płaszczyzn współpracy z innymi państwami, choćby po to, by mieć alternatywę na przyszłość. I wyhamowywać to, co wciąż dzieli Polaków jako wspólnotę.

Szczyt w Warszawie pokazał, że mimo niejasnych perspektyw i wielu zagrożeń sojusznicy mają siłę i potencjał, by odpowiedzialnie budować dobrą przyszłość. Teraz pojawia się pytanie, czy doraźne partykularyzmy i interesy nie osłabią zademonstrowanej właśnie sojuszniczej determinacji. Skutki szczytu w Warszawie będą więc wymiernym probierzem odpowiedzialności i efektywności politycznych decydentów w państwach członkowskich w zapewnieniu tego, co dla każdego człowieka jest najważniejsze – jego bezpieczeństwa. W szczególności dotyczy to tych państw, które położone są na wschodniej i południowej flance Sojuszu.
Trwa ładowanie komentarzy...